„To nie świat jest okrutny, to Oni.
Zniszczmy Okrutników, dobrze? Razem.”
Słowa Willow wciąż tkwiły w mojej pamięci
i powracały każdej nocy. Budziłam się, ledwo łapiąc oddech. Jej odejście było
tylko i wyłącznie winą Okrutników. Zabrali mi ją, a potem zmienili w jedną z
nich. Biedna Willow. Nikt nawet nie dał dziewczynie wyboru.
Podniosłam się z pryczy i poszłam do
kuchni. Matka, jak zwykle ubrana w białą sukienkę do kolan, stała przy blacie
szafki i przygotowywała śniadanie dla całego Domu. A trzeba by wspomnieć, że
Dom tak naprawdę nie był mieszkaniem, a dzielnicą.
Podmiasto Okrutników dzieliło się na trzy części – Dom, który cechowała biel, Ogród ubierający się w zieleń oraz Łąkę mającą mienić się różem. Okrutnicy stwierdzili, że w ten sposób łatwiej będzie im nas podporządkować. Bunt uważano za zniewagę, co było najgorszym Grzechem. Za zniewagę zwisało się z Wieży Buntowników. Wielu ludzi, którzy nie wytrzymywali ostrego rygoru, rzucało się stamtąd. Widziałam na własne oczy jak Sam, brat Willow, wspiął się na sam szczyt i skoczył... Jego zakrwawione ciało zostało sprzątnięte (dosłownie) w ciągu kilku minut.


